Czasami
lubię wyjść sobie na rolki. Motywująca muzyka w uszach, dobrze znana
trasa, a interakcje z ludźmi ograniczone do minimum. Najpierw dwa
kilometry do parku, kółko, przystanek na papierosa, potem powrót i
przejażdżka w jeszcze jedno miejsce, gdzie kiedyś młodzież wesoło grała w
piłkę, skakała na skoczniach rowerowych, bujała się na zardzewiałych,
obrotowych huśtawkach, ukradkiem podpalała papierosy i próbowała pierwszego piwa.
Dotarłem do celu. Wyłączam okablowanie, odpalam papierosa. Drogą idzie
dziewczynka. Kręcone blond włosy, niebieskie oczy i stylowy, bordowy
płaszczyk. Mniej więcej 10-12 lat, czyli ten beztroski przedział
wiekowy, w którym największym utrapieniem jest umycie zębów, marchewka i
te przeklęte chłopaki, co ciągną za włosy i rzucają kamieniami. Bujam
się na huśtawce, obok jest jeszcze jedno wolne siedzenie. Młoda dama z
gracją się przysiada, patrzy w niebo i udaje, że mnie nie widzi. No i
sobie tak siedzimy. W końcu, rzuca mi ciekawskie spojrzenie, potem
drugie. W końcu się odzywa.
- A czemu pan się tutaj husia? - A czemu nie? - odpowiadam z uśmiechem. - Starzy ludzie się nie huśtają. - Czemu? - Bo liczą pieniądze i palą papierosy, jak pan. - I co jeszcze robią starzy ludzie, według ciebie? - Na pewno nie jeżdżą na rolkach... mają też żony i kochanki.
Trochę mnie zamurowało, więc przez dłuższą chwilę się nie odzywałem.
Dziewczynka nerwowo wyciągała telefon i sprawdzała godzinę. Moje
towarzystwo najwidoczniej nie było jej na rękę. - Pozwolisz, że sobie tylko dopalę? Już kończę. - Za dziesięć minut przyjdzie tutaj mój kolega. Umówiłam się z nim. A pan śmierdzi papierosami i jest stary.
Rozumiejąc powagą sytuacji pospiesznie dopaliłem peta, pożegnałem moją
towarzyszkę i udałem się w drogę powrotną do domu. Pomyśleć, że jeszcze
kilka lat temu, ja też się spotykałem w tym samym miejscu z pewną bardzo
miłą koleżanką. Teraz ona ma męża, a ja jestem tylko stary. No cóż. Bywa.